Zrozumienie sztuki współczesnej

Sztuka współczesna słynie chyba z tego, że nie jest zrozumiana. Jeśli jednak jesteśmy znawcami, zapewne i w nowych dziełach będziemy potrafili odróżnić twórczość artysty od pracy bez większego znaczenia. Dla laików nie jest to proste, ale czy kiedykolwiek było? Poza tym, czy laik będzie w ogóle w stanie rozpoznać dzieło, o ile nie jest to coś znanego mu z podręczników szkolnych? Prawda jest taka, że nie łatwo stać się znawcą sztuki. Ludzie odrzucają często rzeczy nowe, ponieważ ich nie rozumieją, a najwięksi artyści to właśnie ci, którzy zrywają z tradycją. Występuje więc bardzo przewidywalny paradoks: najbardziej znani malarze, a także inni artyści, bywają niedocenieni, a nawet wyśmiewani za życia. Żyją w nędzy, odchodzą w zapomnienie. Później zmieniają się czasy i ludzie zaczynają rozumieć, że niedoceniony artysta przerósł swoją epokę. Dla niego jest wprawdzie za późno, ale ludzie zmieniają swoje upodobania, zaczynają nie tylko doceniać artystę, ale także wchodzą w jego styl. Inni artyści upodabniają się do niego, tworzy się cały nurt malarstwa zgodnie z konkretną filozofią. Jeśli więc znawcy często odrzucają nowatorskie (być może nawet później docenione) dzieła sztuki, to nic dziwnego, że czynią to także „zwykli ludzie”. Osoby, które ze sztuki chcą czerpać przyjemność. Nie każdy ma dość wypracowany smak, by wiedzieć, by móc ocenić, jakie dzieło jest naprawdę dobre i szczególnie wartościowe, a tym bardziej, jakie może być nim w przyszłości. Możemy więc pogodzić się z faktem, że poza nielicznymi, ludzie będą nie kolekcjonować dzieł, nie rozumiejąc ich wartości, zanim ta nie stanie się jasna dla całego świata. Ze sztuką współczesną jest jeszcze jeden poważny problem. W przeszłości, to znaczy, mówiąc w dużym uproszczeniu, przed XX wiekiem, sztuka była łatwiejsza niż dziś do zrozumienia. Była bardziej bezpośrednia, starała się przedstawiać rzeczywistość taką, jak ją widzimy. Kanony się zmieniały, ale dopiero w XX wieku, sztuka tak znacznie odbiegła od tego, co znamy z doświadczenia, że przestała być zrozumiała. Artyści w przeciągu ostatnich stu lat niemal całkowicie odeszli od naśladowania rzeczywistości. Nie kopiowali jej, a nawet zerwali z próbą w ogóle naśladownictwa. To raczej inspirowanie się rzeczywistością. Niemniej efekty są trudne do wychwycenia. Stąd przekomiczny, w pewnym sensie, efekt. Ludzie obserwują w galeriach dzieła sztuki, jednak trudno im je zrozumieć nawet wtedy, gdy wyczytają w opisie dzieła, jakie niesie ono ze sobą przesłanie. Nie oznacza to jednak, że dzieła te w ogóle są źle odbierane czy niechciane. Najczęściej są one odbierane jako układ proporcji i kolorystyki. Doskonale mogą więc zdobić mieszkanie, ale – niekoniecznie muszą coś znaczyć. To zresztą w pewnym sensie typowe dla sztuki współczesnej. Inspirujemy się nią, wpływa ona na nasze uczucia. Wbrew pozorom i niemal wszystkiemu, co zostało dotychczas powiedziane, takie funkcje sztuki w zasadzie nie zmieniają się od lat. Skąd więc jednak pewna nieufność do sztuki współczesnej? Być może wynika ona z tego, że znudzeni jesteśmy faktem, że artyści chcą się od nas odciąć. Każdy zna powiedzenie, że „prawdziwa sztuka sama się obroni”. Jednak nie jest to jeszcze powód, by artyści wywyższali się ponad odbiorców. A szczególnie chodzi o to, by ponad odbiorców nie wywyższali się krytycy. Na czym polega różnica? No cóż… Artyści to jednak twórcy dzieł, które mniej lub bardziej – ale są nam potrzebne. Wartości estetyczne są na pewnym poziomie niemal tak mocno nam potrzebne, jak i inne wartości. Jednak krytycy to jedynie osoby, które pracują w tej branży i mają wypracowany smak. Znają się na sztuce, rozumieją ją i umieją docenić. To oczywiste, bo to ich praca. Żaden to powód, by uznać zwykłego odbiorcę sztuki za kogoś gorszego. Wręcz przeciwnie. Powinni oni przybliżać odbiorcom sztukę, a nie czynić ją jeszcze bardziej niedostępną. Nie chodzi więc o to, by organizować w galeriach wystawy jedynie dla siebie. Mamy większy dostęp do wiedzy, jesteśmy bardziej wyedukowani. Nic więc w tym dziwnego, że i gust możemy mieć bardziej „wyrobiony”. Łatwiej nam dotrzeć do źródła, czyli autora pracy i zrozumieć jego przekaz. Powinno nas – zwykłych odbiorców sztuki – więc traktować się poważnie. Ale napotykamy tu kolejny problem. Skoro mamy łatwiejszy dostęp do sztuki, to dlaczego wciąż zdarza się, że kpimy z nowoczesnych dzieł i nowoczesnych artystów, których nie rozumiemy? Bo być może nic się w zasadzie nie zmieniło. To, co naprawdę innowacyjne, musi przejść próbę czasu. Kiedyś artyści nowocześni (jak na swoje czasy) nie mieli nawet szans, by zostać poznanym przez szersze grono odbiorców. Nie było mediów w dzisiejszym znaczeniu. Dziś większa liczba twórców ma szansę się przebić, dotrzeć do nas, ale i oni będą musieli przetrwać próbę czasu. Niezależnie od tego, co dzieje się teraz, niezależnie od zdobytej sławy, czy nie – dziś nie rozstrzygniemy, kto będzie uznawany za wielkiego artystę za kolejne sto lat.

Add Comment