Malarstwo to sztuka

Podziwiamy piękne obrazy w muzeach i galeriach i czasem się zastanawiamy, kto je namalował. Na ogół jednak są podpisane, więc musimy zastanawiać się nad czymś innym.

Tym czymś może być sama sztuka malarska. Trudna, ale niesamowita. Jeśli człowiek się jej nauczy, może zawojować świat, ale też ściągnąć na siebie bardzo różne nieszczęścia, bo kogo jak kogo, ale artystów się one trzymają. Jednak nie można się tym zniechęcać, bowiem, jak wiadomo, to z bólu i cierpienia rodzą się najpiękniejsze obrazy. Jeśli kogoś nie zniechęca sztuka malarska, powinien się za nią zabrać jak najszybciej, bo nie wystarczą chęci, gdy talentu brak. Talent może się objawić tylko jeśli się coś robi. Siedząc i nic nie robiąc nie dowiemy się, czy mamy talent. Nie wystarczy postanowić „Zostanę malarzem” i już się nim jest. Nie na tym polega cała wielka i wspaniała sztuka malarska. Trzeba dużo się napracować, żeby się jej nauczyć i odkryć w sobie ewentualny talent. Potem trzeba jeszcze zdobyć uznanie i renomę, do tego rozgłos. Najlepiej wywołać jakiś skandal, ponieważ nic tak nie napędza czyjejś popularności jak różnego typu afery. Może to być romans z żoną prezydenta, ale na początek lepiej zacząć od mniej szokujących praktyk, na przykład od chodzenia po mieście w kapeluszu typu sombrero, obwieszonym martwymi myszami. Oczywiście takie desperackie akty nie będą potrzebne, kiedy sztuka malarska objawi się w kimś w pełnej krasie. Wtedy sama w sobie staje się światłem, które prowadzi młodego artystę przez trudy i znoje pozostawania w niepamięci społeczeństwa. Jednak i to ma swoją cenę. Prawdziwych geniuszy docenia się na ogół dopiero po śmierci. Dzieje się tak dlatego, że najczęściej wyprzedzają swoje epoki i ich sztuka malarska jest po prostu za trudna dla współczesnych im ludzi. To straszny dramat, to tak, jakby zanieść neandertalczykowi koło i w zamian dostać maczugą w twarz. Niestety, cywilizacja rozwija się bardzo powoli i niektórzy ludzie przez to cierpią, bo zamiast nieść kaganek oświaty na ramionach rozentuzjazmowanego tłumu dusz spragnionych nowej jakości, są deptani przez stado beczących baranów. Warto więc dwa razy pomyśleć, nim sztuka malarska zostanie ustanowiona celem czyjegoś życia. Może to być wielkie szczęście i satysfakcja, a może też skończyć się tragicznie. Może „skończyć się” to nie do końca odpowiednie słowo, ponieważ niezaprzeczalną cechą sztuki jest jej trwałość. O ile nikt nie spali ani nie utopi obrazów jakiegoś artysty, będą trwały setki lat po jego śmierci, a potem może nawet tysiące, ponieważ ktoś porobi reprodukcje, więc ich sztuka malarska na pewno nie zaginie. Weźmy przykład takiego van Gogha. Całe życie był poniewierany i niedoceniany, mówiono, że ciapie płótno jak małe dziecko. Biedak wpadał w liczne depresje, podtruwał się, wysysając tubki żółtej farby i stawał się coraz mniej towarzyski. Kiedyś nawet odciął sobie ucho. Dziś autoportret bez ucha jest jednym z jego najdroższych obrazów. Szkoda, że malując go, nie wiedział o tym, ale pozostał wierny i niezłomny w idei, jaką jest sztuka malarska.